Z ostatniej chwili

Mateusz Doniec: uszczęśliwiać ludzi

Mateusz Doniec: uszczęśliwiać ludzi
Mateusz Doniec (fot. materiały prasowe)

– Kocham to, co robię, kocham muzykę, kocham grać, więc mój wysiłek nie jest przykrością czy męką, lecz przyjemnością – mówi Mateusz Doniec (18 lat), finalista IV edycji konkursu „Młody Muzyk Roku 2014” – altowiolinista.

Kto lub co popchnęło Cię w stronę muzyki?

– Chyba tato, który nieźle gra amatorsko na gitarze. Rodzice wspólnie muzykowali, a poza tym zawsze w domu słuchało się płyt i muzyki w telewizji i radiu. Pewnie dlatego się zaszczepiłem. Chyba zauważyli we mnie coś, bo gdy miałem siedem lat poszedłem do szkoły muzycznej. Wspierają mnie też dziadkowie, którzy kibicują mi na koncertach. Najpierw uczyłem się grać na skrzypcach, ale po dość długim czasie zmieniłem instrument, zacząłem grać na altówce. Obecnie jestem w klasie altówki u profesora Daszkiewicza.

Dlaczego?

– Może dlatego, że poczułem potrzebę jakiejś zmiany, zaciekawił mnie nowy instrument, który daje inne możliwości niż skrzypce.

Mieszkasz w Krakowie, gdzie jest renomowana filharmonia. Chodzisz tam na koncerty?

– Bywamy tam ze szkołą. W 2010 roku zacząłem koncertować ze szkolną orkiestrą Młodej Krakowskiej Filharmonii.

A w szkole poza codziennym ćwiczeniem jak się udzielasz?

– Gram w kwartecie smyczkowym, koncertuję ze szkolną orkiestrą.

A sam jakiej muzyki lubisz słuchać?

– Bardzo lubię klasykę, zwłaszcza barok, szczególnie Bacha, którego zagrałem w półfinale konkursowym i romantyzm. Nie polubiłem jak dotąd muzyki współczesnej, mam na myśli poważną. Nie przemawia do mnie, nie czuję jej. Może jeszcze do niej nie dojrzałem? Natomiast bardzo lubię jazz. Miałem przyjemność mieć zajęcia jazzowe z Jarosławem Śmietaną, świetnym jazzmanem, który jest moim idolem. Grałem też w jego zespole jazzowym Young Jazz Lions. Grałem już m.in. w Warszawie, w studiu Lutosławskiego i w Teatrze Wielkim. W tym roku dostałem Grand Prix na Ogólnopolskich Przesłuchaniach w Centrum Edukacji Artystycznej, co chyba zadecydowało, że znalazłem się w tym finale.

Koncentracja na ćwiczeniu i rozwijaniu talentu muzycznego nie odbiera Ci swobody potrzebnej osiemnastolatkowi?

– Kocham to co robię, kocham grać, więc nie mam tego problemu. To nie jest dla mnie męka czy przymus, ale przyjemność. Poza tym lubię być w ramach jakiejś dyscypliny, bo ona pomaga w życiu. Nauczyło mnie jej w dużej mierze harcerstwo, do którego należę. Jestem nawet drużynowym w 43. szkolnej drużynie. Czyli, jak widać, umiem znaleźć czas także na zajęcia niemuzyczne. Bardzo chętnie pływałbym w lecie kajakiem, ale nie mogę, bo to usztywnia ręce, więc kolidowałoby z graniem.

Na coś jeszcze masz czas?


– Na przykład na chodzenie po górach, co bardzo lubię. Lubię też fotografować, ale to robi coraz więcej ludzi.

Jakie wrażenia wyniosłeś z przesłuchań półfinałowych tegorocznego konkursu?

– To było ciekawe doświadczenie, inne niż do tej pory. Na przykład po raz pierwszy spotkałem się z sytuacją, że jurorzy wypowiadali na głos swoje opinie o naszych wykonaniach. To mi się bardzo podobało, bo robili to w sposób niestresujący, a poza tym dzięki temu na bieżąco mogłem zorientować się jak gram, czy dobrze i jakie to daje wrażenia.

Co jest dla Ciebie najprzyjemniejsze w graniu?

–  Możliwość uszczęśliwiania ludzi.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Krzysztof Lubczyński

Autor: Loren Imputs